Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2011

Melodie na jesień na BADYNERII

 

Melodie na jesień

  Wystarczy kliknąć na zdjęcie… Smile

czwartek, 30 grudnia 2010

Oddech

Po raz kolejny zachwycam się Where Breating Starts Torda Gustavsena. Nie potrafię słuchać tego utworu nie odbierając go jako tańca. Tańca przepełnionego smutkiem, lecz niezwykle zmysłowego. Jakże chciałbym zapomnieć się kiedyś w takim tańcu, powoli przesuwać się w rytmie delikatnej perkusji, stąpać wśród ostrożnie wybieranych, subtelnych, ale jakże idealnych fortepianowych dzwięków. Nie mówiąc, nie oddychając tylko chłonąć muzykę i rytm, odbierać je całym ciałem, by potem złapać na chwilę poczucie rzeczywistości przy kontrabasie. Na chwilę milknie fortepian i wydawać by się mogło, że wszystkie światła zgasły, że ktoś wyłączył emocje. 

Nie słucham tego kawałka przez wiele miesięcy, ale czasem wraca on do mnie właśnie tak, z nienacka. Wyłania się z ciszy, niezależnie od skojarzeń podpowiadanych przez dzwięki w oddali. Chociaż trudno się dziwić, że taka muzyka rodzi się z ciszy. Świat musi się zatrzymać, usnąć, żebyśmy usłyszeli swój własny oddech.

Key_West_TangoAG340

piątek, 26 listopada 2010

Gęsia skórka

 

Bardzo lubię tą wersję “Careless Whisper”. Ten ciężki, leniwy rytm, zawodząca gitara i niesamowitcie seksowny głos Shauna Morgana powoduje, że wersja ta jest według mnie niezwykle zmysłowa – na ten sam, troche niespokojny sposób co “Sweet Dreams” Merlin Manson…

Usłyszałam ją dzisiaj wieczorem w samochodzie. Zatrzymałam się, zamknęłam oczy i odpłynęłam…

wtorek, 20 kwietnia 2010

You Really Got a Hold on Me

Mało znana piosenka Beatlesów w bardzo uroczym wykonaniu. Zooey Deschanel jest całkowitym przeciwnieństwem typowego produktu przemysłu rozrywkowego podszytego takim monstrami jak Disney. I dlatego słucha się jej z taką przyjemnością.

Tord z fjordowych topieli

tord2 

The oldest of five children, Tord was born in Oslo, October 5th 1970. He moved to the village Hurdal in Akershus, Norway in 1973, where his brothers and sisters were all born. He grew up in this rural area, while always having the city of Oslo as a cultural point of reference. Playing the piano since the age of 4, he started composing and improvising before learning to read music and perform classical pieces. He played in churches and local settings of different kinds, combining classical training with writing his own songs and performing gospel music and jazz-fusion. He played the piano with choirs, while attending school. At the age of 19, he moved back to Oslo to study at the University of Oslo. There, his interest in jazz really started to flourish. However, he studied sociology, psychology and the history of religions up to the level of a cand.mag. or Bachelor degree. He did his "siviltjeneste" (social work instead of joining the armed forces) at Kirkens Bymisjon (Church City Mission) in Oslo for a year and a half, where he also kept working as a pianist later on. He played with the jazz bands "GEST" and "BALSAM", which were both important in bringing him the experiences of creative jazz work. At this time he also met vocalist Kristin Asbjørnsen, whose artistic thoroughness and expressive powers have had a lasting and formative effect on Tord’s journey.

trod3

Tord applied for the jazz department at the Conservatory of Music in Trondheim, Norway and was accepted in 1993. While in Trondheim, he also formed several bands and played with a number of great musicians. He played with bass player Odd Magne Gridset, tuba player David Gald, saxophonist Eirik Hegdal, drummer Magnus Forsberg and several others, while also continuing his work with singer Kristin Asbjørnsen, both in a duo setting and with the quartets SirkelSaga and Aggravatin' Papa. Several of the Trondheim musicians are still his important friends and colleagues. They played at festivals, clubs and churches all over Southern Norway with a number of these constellations, and we also toured Sweden and Finland with "Jazzprosjekt '95".

Having finished three years of training in jazz piano, jazz history, improvisational techniques, composition and analysis in Trondheim, Tord moved back to Oslo. There, he pursued his career as a freelance musician, while also commencing his second wave of academic studies at the University of Oslo. Over a two-and-a-half years' time he obtained the cand.philol. degree in musicology (this degree resembles something in between a master and a Ph.D.), specializing in the psychology and phenomenology of improvisation, while also attending courses in general analysis, composition and philosophy of music.

Tord now lives in Oslo,  at Sofienberg in the eastern part of the central city. He practices, rehearses, plays concerts, goes on tours, and continues his research. He also taught jazz piano part time at the University of Oslo, Department of Musicology for a few years. In January 1999 he released his first official CD “aire & angels” with singer Siri Gjære. During 2000 another two CD's involving him were released ("Port of Call" with Silije Nergaard and "First Meeting" with the Nymark Collective). Three more releases came in 2001 (with Carl Petter Opsahl, with Funky Butt, and a second one with Silje Nergaard, "At First Light"). In 2002 came the release of Nymark Collective's second album "Contemporary Tradition" and also a second aire & angels album simply called "aire & angels II". These projects and recordings are all very important in making up his musical path so far.

In 2003, he released his first solo album with his trio, "Changing Places". There was a great deal of enthusiasm all around the world among listeners and critics alike. The trio has toured extensively after the release, playing in Norway, Denmark, Germany, Switzerland, Austria, Italy, France, UK, Ireland, USA, Canada, Japan and Australia. 2005 saw a second trio album, entitled "The Ground", and in 2007 they released "Being There", completing a trilogy of trio albums on ECM. Tord also keeps playing with other musicians alongside the trio; although not as frequently as before. He says that interactive work is still just as important as solo featuring. Among his most important co-workers at this stage are Tore Brunborg, Kåre Nymark jr., Mats Eilertsen, Kenneth Ekornes, Jarle Vespestad, Harald Johnsen, Carl Petter Opsahl, Ulrich Drechsler, and Siri Gjære.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Ballada o dwóch narodach

Witaj, Polsko! Ileż lat marzyłem o tym spotkaniu...
I nieba niejasne światło, i kościołów starych świece
budzą pamięć dawnej krwi i wypływają twarze,
ręce, gesty, płaszcze, koronki maniszek...

Wiśniowiecki książę, siada w tatarskim siodle
i, wąsy pogładziwszy, w młode czoło całuje Mniszka.
Na przedzie pochód, i kłótnie, i niezgody - zapomniane,
panieńskich łez rycerze nie powstrzymają...
I leżą na śnieżnym polu po bitwie
pomieszani w nieładzie Tatarzy, chłopi i….. Panowie.

Witaj Polsko. Ileż lat
były mi natchnieniem
I Mickiewicza sonet, i melodie Chopena.

Pamiętasz tamten pieniący się Aj (francuskie wino) , kolory łódzkich zachodów słońca,
co je nalał w cygański kielich Aleksandr ręką wąską?
I słowa jedne i te same powtarzali brat za bratem,

Aleksander powiedział po polsku, a Adam powiedział po rosyjsku...
(Sam nie wiem, czyj jestem czy lubelski ja, czy kurski...
Niewolnik cara czy rycerz Rzeczypospolitej?) -
pisze między wierszami i łzami do Iwana śmiały Kurbski.
Czy tymi płaczami oblane są wszystkie polskie ziemie?

Witaj, Polsko! Ileż lat
Idziemy nawzajem do siebie
ileż krwi i zwycięstw powtarza się po kolei!
Fernandzie Sorze, gitarę zostawiliśmy w Madrycie,
i w Paryżu, i w Smoleńsku muzyka przeszkadzała...
Wy pochód do Rosji pośpiesznie powtórzcie

Nawet Stendal przyszedł do Moskwy przez Warszawę
Do ziemi i gorzkiej, i przepięknej cicho przypadam
i całuję krew chłopców i krakowskich, i wiackich ,
i błagam los być może, pozwoli -
nie kopać ziemi, nie chować w niej serc żołnierskich.

Witaj, Polsko! Ileż lat marzyłem o tym spotkaniu...
I nieba niejasne światło, i kościołów starych świece.

 

sobota, 31 października 2009

piątek, 30 października 2009

Pearl Jam: Night 3

last exit

Set 1

Gonna See My Friend, The Fixer, In My Tree, Given To Fly, Tremor Christ, Untitled & MFC, Hold On, Unthought Known, In Hiding, Deep, Habit, Cropduster, Off He Goes, Force of Nature, Present Tense, Got Some, Do The Evolution

Encore 1

Just Breathe, Parting Ways, Jeremy, Breath, Light Years, Rearviewmirror

Encore 2

Whipping, Crazy Mary, Footsteps, Once

środa, 28 października 2009

Pearl Jam – Night Two (My Night)

Do wczoraj charyzma Eddiego Veddera była dla mnie wlaściwie tylko pojęciem książkowym. Dziś moge powiedzieć, że przekonałam się na własnej skórze jak to jest z tym graniczącym z magią darem. To niesamowite jak jeden wrażliwy człowiek potrafi poruszyć taki tłum, rozmawiać z nim, dzielić się smutkiem (“Come Back”), żartować (“ups, coś mi nie wyszło…. spróbuję jeszcze raz…. kto napisał tą piosenkę?!… a, to pewnie ja…”)opowiadać o tym, jak w ciągu dnia hala Spectrum poprzecinana jest wiazkami światła słonecznego z nielicznych okien, jakby boskim spojrzeniem, no i oczywiście razem z tym tlumem zaśpiewać.

Z racji układu stadionu, cześć widowni przez większość koncertu oglądała plecy członków zespołu. To właśnie dla nich Pearl Jam odwrócił się od większośći i wykonał “Last Kiss”.

Trochę wcześniej Eddie zrobił coś niezwykłego. Na początku nie załapałam znaczenia tego gestu. Swoją gitarę podniósł ponad głowę i przez to, strumień światła padający na niego odbił się i załamał (tak jak lustro). Potem tym światłem z gitary Eddie oświetlał wszystkich po koleji: nie tylko sektor środkowy, ale też najwyższe balkony stadionu, pokazując tym samym, że chociaż daleko i wysoko, ci ludzie są dla niego ważni. I chociaż nie jest możliwe uściskanie każdego z osobna, ten gest był takim niejako uściskiem skierowanym do wszystkich fanów, nie tylko tych stojacych najblizej.

Przeżycia z takiego koncertu są niezapomniane, i nie ważne, czy trwa on 2 godziny, czy 5, zawsze będzie niedosyt, że za mało, za krótko i bez kilku ulubionych kawałków. Pod koniec zrobiło sie naprawde fajnie, ale widać było, że członkowie zespołu są wykończeni. Po dwóch bisach Eddie po prostu poprosił: “Proszę, dajcie nam już iść”…. Na osłodę Radio 104.5, które cały czas patronuje koncetom zafundowało niezaspokojonym fanom godzine Pearl Jam non stop. Musze przyznać, że bardzo jestem im za to wdzięczna, chociażby dlatego, że wyjazd z parkingu zabrał nam mniej wiecej tyle samo czasu. Ale nie to jest najważniejsze. Najbardziej dotkliwy jest smutek ze spełnionego marzenia i z tego, że byłam tak blisko Pearl Jam, a jednocześnie tak daleko.

Wiem, że na luksus życia muzyką mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Ale jakie to życie! - intensywne i pełne boskiego światła, o którym mówił Eddie. Życie, które pozwala czuć się jak w domu w wielu miejscach, jak np. w Filadelffi, gdzie Pearl Jam ma 4 stadiony wypełnione po brzegi przyjaciółmi. Ale przede wszystkim jest to życie spełnione – gdybym mogła żyć muzyką, pewnie bym przetała jeść…


Na biletach było jasno napisane" Zakaz filmowania". Na szczęście wielu omineło jakoś ten zakaz i dzieki temu moje wspomnienia odżywają w filmikach poniżej.(God bless YouTube!!!)


Pearl Jam – Night 2 Recap

Set 1

* Animal
* All Night
* World Wide Suicide
* Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town (feat. Pani z kurzym kuprem)
* I Am Mine
* Johnny Guitar
* Nothing As it Seems
* Gone
* Evacuation
* Even Flow
* Come Back
* No Way
* 1/2 Full
* Down (featuring Mike Ness and Johnny Two Bags)
* Wishlist
* Grievance
* Given To Fly
* The Fixer
* Save You

Encore 1

* Just Breathe (featuring a string quartet)
* Lukin (featuring a string quartet)
* Speed of Sound
* Push Me, Pull Me
* Garden
* Blood

Encore 2

* Last Kiss
* Wasted Reprise
* Better Man(Save it for Later) i tutaj
* The Real Me
* Porch
* Yellow Ledbetter(Little Wing)


PLUS: Ball & Chain (Social Distortion with Eddie Vedder & Mike McCready)

wtorek, 27 października 2009

Fotki

Ament McCready

Gossard Kwartet

Pearl Jam - Night One

Dziś wieczorem wybije godzina zero.
Gdzieś w okolicach 19:30 będę na koncercie, o którym marzyłam tyle lat.
Pearl Jam zagra w tym tygodniu w Filadelfii 4 razy. Pierwszy koncert odbył się już wczoraj. Z zazdrością czytam o moich ulubionych piosenkach (Hail, Hail, Nothingman, Immortality,Mankind), które bardzo bym chciała usłyszeć na żywo, ale skoro były wczoraj, to mała szansa na to, że będą dzisiaj...



Pearl Jam – Night 1 Recap


Pearl Jam’s 4 night Spectrum farewell party opened to the theme from Rocky following footage of the Flyers and Sixers clinching championships along with footage from Bruce Springsteen and the Grateful Dead.Eddie Vedder paid his own tribute to The Spectrum, acknowledging the great sound and history of the room "We were flying in yesterday. We could see a gigantic football stadium and big baseball stadium. And the other arena. The Spectrum looked just like a baby, but the history is the biggest. So, we heard that Bruce Springsteen tore the roof off this place last week. We have our work cut out for us. We ain't gonna be the clean up crew.

By Saturday at ... 2 a.m., we're going to try to play every song we know. there may be some nobody knows."

Here’s the Set ListMain Set: Corduroy, Whipping, Hail Hail, Supersonic, Dissident, Unthought Known, Faithful, Parachutes, Unemployable, Immortality, Green Disease, Not For You (+ snippet of Sleater-Kinney song), Rival, Nothingman, Ghost, Do the Evolution, Why Go

First Encore: Bee Girl, Just Breathe (with String Quartet), The End (with String Quartet), All Those Yesterdays, State of Love and Trust, Mankind, The Fixer, Go

Second Encore: Daughter, Love Reign O'er Me, Black, Leash, Rearviewmirror, Rockin in the Free World


niedziela, 20 września 2009

PEARL JAM: Crazy Mary

Gdybym musiała zdecydować, która piosenka Pearl Jam jest moją ulubioną to pewnie wypadłoby na Crazy Mary.
Jest to piosenka niepozorna i absolutnie niezwykla. Jest w niej niesamowite napięcie, ładunek emocjonalny o ogromnej sile. Mimo, że nie ma w niej tego charakterystycznego rockowego kopa. Myślę też, że jest to piosenka dosyć trudna w wykonaniu (spróbujcie zaśpiewać ja razem z Eddiem!), a mimo tego ballada doskonała, melodyjna na swój smutny sposób...

Opowieści o Crazy Mary można posłuchać tutaj.

Jest jeszcze jeden powód dla którego tak kocham Crazy Mary. Łączy się to z pewnym wspomnieniem.
Pamiętam jak pewnego razu, w czasach liceum, wracaliśmy z jakiegoś biwaku. Pamiętam rozklekotany i duszny PKS, taki w którym zapachom rożnego rodzaju towarzyszy równie irytująca muzyka. Tego dnia w autobusie królowała jednak Trójka (tak się domyślam, bo żadna inna stacja nie ukochała sobie Crazy Mary tak jak ta). Nie pamiętam właściwie niczego wiecej poza tą piosenką, która wyłoniła się niespodziewanie spośród monotonnego hałasu. Dla mnie melodia ta zawładnęła całym otoczeniem, nie pamietam, aby ktoś się śmiał, albo rozmawiał. Pamiętam tylko popołudniowe słońce i przykurzone pekaesowskie zasłonki falujące w przeciągu. Czas stanął w miejscu i kołysał się leniwie w rytm muzyki i pojazdu. Przestrzeń utknęła w jednym punkcie - jak zacięta płyta, a może raczej jak zdjęcie - rozciągnięta w promieniach słońca i rozbita na atomy. To była chwila szczęścia, które należałoby namalować światłem. A także magi - czułam ją, chociaż nie potrafię tego udowodnić, ani do końca zrozumieć.

sobota, 19 września 2009

PEARL JAM: No Code

W moim prywatnym wszechświecie No Code jest najlepszą płytą Pearl Jam. Może po części dlatego, że to od niej zaczęła się moja fascynacja tą grupą i tym samym przygoda z muzyką Grunge. Jest to płyta bardzo kameralna i melodyjna. Utwory są różnorodne, ale tworzą zgraną całość, którą słucha się tak, jak czyta się książkę - z wstępem, rozwinięciem i zakończeniem.
No Code jest dla mnie albumem kompletnym: z rockowym zacięciem (Hail, Hail, Habit, Luckin), z balladami (Off He Goes, Present Tense, Around the Bend), doskonale wyważoną energią (Who You Are, Smile, Red Mosquito, Mankind) i świetnymi tekstami...

"Hail, Hail"
ah, is there room for both of us?
both of us apart?
are we bound out of obligation?

is that all we've got?
i get the words, and then i get to thinkin'
i don't wanna think, i wanna feel
and how do i feel?
and how do i...
if you're the only one, will i never be enough?
hail, hail the lucky ones, i refer to those in love
swore i'd love you till the day i die, and beyond..
are we going to the same place? if so, can i come?
it's egg rolling thick and heavy
all the past you carry
oh, i could be new...
you underestimate me
if you're the only one, will i never be enough?
hail, hail the lucky ones, i refer to those in love
i sometimes realize i could only be as good as you'll let me
are you woman enough to be my man?
bandaged hand in hand
i find it on the run in a race that can't be won
all hail the lucky ones, i refer to those in love
if you're my only one, so could you only one?
i want to be your one,
enough...you won, your one, your hun


Tak dobrze znam ten kawałek, tyle razy go słychałam, a dopiero teraz potrafię zrozumieć, o czym jest naprawdę. Dopiero teraz wiem, jak trudno buduje się szczery związek z drugim człowiekiem, z poszanowaniem własnej odrębności i niezależności.
 

czwartek, 17 września 2009

Bilety


Wygląda na to, że jedno z moich nastoletnich marzeń spełni się wkrótce. Szkoda tylko, że nie będzie ze mną A., z którą skakałam jakieś 10 lat temu przy "Spin the Black Circle".
25 września wychodzi nowa płyta Pearl Jam - "Backspacer", a ja mam nadzieję usłyszeć moje ulubione piosenki z VS, Vitalogy i No Code.

Ballady: Release, Indifference, Nothingman, Betterman, Immortality, All Those Yesterdays, Off He Goes...
Energiczne: Go, Animal, Spin the Black Circle, Corduroy, Rats, State of Love and Trust, Mankind...
Klasyczne: Jeremy, Alive, Even Flow, Daughter, Black...
Niezwykłe: Garden, Faithfull, No Way, Given to Fly, MFC, Smile...

W tym roku Pearl Jam daje 4 koncerty w Filadelfii, wszystkie w jednym tygodniu. Początkowo miały być dwa, ale bilety na środę i piątek rozeszły się w mig. Dodano więc koncerty we wtorek i sobotę. Chętnie wybrałabym się na wszystkie, żeby nie przegapić niczego, ale wiadomo...

piątek, 17 lipca 2009

Hijo de la Luna

Piosenka, która niezmiennie mnie zachwyca.
http://www.youtube.com/watch?v=RR4rI49nto8&feature=related
Przepiękna, magiczna, tutaj w trochę bardziej intymnej wersji.

czwartek, 16 lipca 2009

Company of Thieves


Fantastyczna wersja "Piece of my heart" Janis Joplin w wykonaniu chicagowskiej Company of Thives.
Szukam jej i szukam. Na razie znalazłam tylko taką-sobie wersję na YouTube.
Idealna piosenka na gorące letnie popoludnia :)

http://phillycommunity.streettalkin.com/_Company-of-Thieves-Radio-1045-Philadelphia-StreetTalkin-Video/video/681083/47496.html


sobota, 27 czerwca 2009

Smooth Criminal

Gdy umiera człowiek-ikona, człowiek-symbol na usta naturalnie cisną się tendencyjne stwierdzenia. Tylko jak inaczej opisać to, co czujemy w obliczu takiego wydarzenia? Moim pierwszym odczuciem był po prostu smutek, dopiero potem ogłuszyło mnie poczucie Zmiany. Umarł ktoś, kto wyznaczał pewne ramy kulturowe, mimo że od jakiegoś czasu pozostawał w cieniu. Z mojej osobistej perspektywy odszedł ktoś, kto w był od zawsze.

Media zareagowały natychmiast - podobno zdjęto nawet tego dnia z ramówki super-popularny, super-nudny i super-glupi reality show "John, Kate plus 8", o którym wiem tylko tyle i ile trzeba: czasem żeby stać się milionerem (i celebrity) wystarczy pokazać w telewizji jak to jest, gdy się ma ośmioro dzieci.
Mniejsza z tym.
Tego popołudnia moje ulubione radio zagrało - chyba po raz pierwszy - "Smooth Criminal" w wersji oryginalnej. A dzisiaj wieczorem spędziłam godzinę ogladając blok z teledyskami Jacksona w jednej ze stacji muzycznych - niestety nie na legendarnej MTV, która teraz skupia się wyłącznie na niemożliwych do oglądania reality shows typu kto-kogo-przeleciał. A szkoda, bo właśnie na MTV oglądałam kiedyś: "Black or White", "Remember the Time" czy "Who is it"...
Słuchając starszych piosenek przeniosłam się jeszcze w dawniejsze czasy. "Liberian Girl", "Smooth Criminal", czy "Bad" zobaczyłam pierwszy raz dzieki programowi 5-10-15...
Dzisiaj natomiast odkrywam jeszcze wcześniejsze nagrania Michaela, których nie znałam - z czasów Jackson 5 ("ABC") i przełomu lat 70-tych i 80-tych ("Don't stop 'till you can't get enough", "Rock with you").

Szkoda, że śmierć Jacksona pokrzyżowala plany jego światowego turnee, które miało rozpocząć sie już w lipcu. Była to wielka szansa na to, byśmy przypomnieli sobie, że Jackson to przede wszystkim artysta (a nie bohater skandali). I mimo wszystko stała się rzecz piękna - jego nagła śmierć zrzeszyła ludzi z różnych stron świata raz jeszcze, w podziwie...

Black or White:
http://www.youtube.com/watch?v=ZI9OYMRwN1Q
Smooth Criminal:
http://www.youtube.com/watch?v=ZI9OYMRwN1Q
Remember the Time:
http://www.youtube.com/watch?v=nDxsM5jLNxM&feature=channel
Liberian Girl:
http://www.youtube.com/watch?v=PjtI2WZTZ9k&feature=channel
Leave Me Alone:
http://www.youtube.com/watch?v=h5KAJw4y8wE&feature=related
Don't stop 'till you can't get enough:
http://www.youtube.com/watch?v=4_hz2am90Hk&feature=channel
Who is it:
http://www.youtube.com/watch?v=yjvoVpOrlbM
Bad (cz. 1 & 2 - wersja full):
http://www.youtube.com/watch?v=q7n8LHOgg0U&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=b34OpbG7Res&feature=related

piątek, 12 czerwca 2009

The Warsaw Village Band

Dziś na przerwie w pracy udało mi się wyskoczyć do księgarni w Springfield - jedynej polożonej wystarczająco blisko. Wygląda na to, że wróciłam do zasady: "Nie wychodź z księgarni bez książki". Tym razem kupiłam planowaną: "Twenty Years After" Aleksandra Dumas i całkiem przypadkową, z przeceny: "Too loud a solitude" Bohumiła Hrabala.
W biegu, po drodze zdążyłam jeszcze chwycić cotygodniowe wydanie Philadelphia Citypaper, które lubię czasem przejrzeć tuż przed weekendem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy wśród opisów ksiażek, nowych filmów, lokalnych koncertów i masy restauracji w City znalazłam recenzję ze słowem "POLAND" w nagłówku. Rzecz jasna od razu rzuciło mi sie to w oczy - prawdziwy ewenement!

Podekscytowana, zabrałam się do czytania poniższego tekstu:


"POLAND!
Infinity could be the soundtrack for the next Hostel

If the Decemberists had been born in Poland and been the spooky kids who everybody shied away from in school, instead of the kids who got beat up for their lunch money (fun activity: The next time you're at a Decemberists show, shout "Gimme yer lunch money, wimp - NOW!" and watch everybody reflexively reach into their pockets), they would've become the Warsaw Village Band.

If Rasputina ran a meth lab, they, too, would be the Warsaw Village Band.

The Warsaw Village Band's Infinity is a healthy dose of weirdness that could work perfectly as the soundtract for the next Hostel movie (and there will, inevitably, be another one; that's just the way Hollywood works, kids). You see, the great thing about Warsaw Village Band is that no matter what genre they dabble in- be it an attempt at funk, blues or pop - the result is creepier than finding an autographed picture of Roman Polanski in your child's drawer.

Maybe this is because the Warsaw Village Band have armed themselves with strangely named instruments like the suka, nyckelharp and the "fiddle from Plock". (How this differs from a regular fiddle shall forever remain a mystery.) Or maybe there is just something in the air of Eastern Europe that infuses everything with a strange sense of melancholy.

Verdict:

Buy this CD, listen to it, and then hang onto it for a day in autumn - preferably near Halloween - when you feel like taking a long drive, as the music of the Warsaw Village Band will blend nicely with the changing leaves, the chilly air and foggy nights".


Musze przyznać, że ta zabawna recenzja spełniła chyba swoje zadanie - zachęciła mnie do wyszukania czegoś wiecej na temat tej grupy. Całkiem ciekawa muzyka. Na pewno godna zauważenia. Poza tym to faktycznie dobry pomysł by posłuchać jej gdzieś w okolicach Halloween.
Zdjęcie z okładki też fajne.



piątek, 3 kwietnia 2009


“Glaciers melting in the dead of night
And the superstar sucked into the supermassive (black hole)”