Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codziennik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2012

Przespać się z książką…


z11564704X,Kapela-ze-Wsi-Warszawa
Kapela ze Wsi promuje chodzenie do łóżka tylko z tymi, którzy czytają, a ja przespałam się wczoraj z książką…
Czytanie przed snem, w miękkiej pościeli, nie równa się z niczym innym. Ciepłe światło nocnej lampki, cisza i układający się do drzemki przez 15 minut wielce niezdecydowany kot, to zakończenie dnia, które daję sobie w prezencie po różnych niewygodach codzienności.

IMG_9442
Błogość, która mnie ogarnia ma jednak minusy. W tym stanie szczęśliwości i bezgranicznego spokoju (bez względu na ilość trupów ścielących się na książkowych stronach) rzadko udaje mi się przeczytać więcej niż parę stron. Żeby tego było mało, wczoraj, po dwóch zadziwiająco letnich dniach z lipcową duchotą, zrobiło się dotkliwie chłodno. Przegoniłam drugiego kota z parapetu, zamknęłam okno i z dziecinnym uśmiechem na twarzy wskoczyłam do łóżka. Po kilku stronach poczułam się jakby wrócił styczeń, zaczęło mi być przenikliwie zimno i postanowiłam schować ramiona pod kołdrę, a że nie zamierzałam przerywać czytania, książka powędrowała razem ze mną w ciepłą i miękką otchłań. Na początku wszystko działało jak trzeba, z przyjemnością zaczęłam czytać kolejny rozdział, w którym Jude postanawia spędzić 3 tygodnie pracując nad kolekcją biblioteczną w uroczym Norfolk, potem akcja nieoczekiwanie przeniosła się do Stanów, pojawił się jakiś nieprzyjemny facet i dziwne miejsce przypominające warsztat. Obudziłam się z niesmakiem z tego dziwnego snu obejmując książkę, która  – tak jak ja jeszcze przed chwilą – smacznie spała pod nakryciem. Postanowiłam jej nie budzić, a tym bardziej nie wyjmować bezdusznie z ciepłych pieleszy. Zgasiłam światło i przytuliłam twarz do poduszki. Spałyśmy tak razem do rana.
Biorąc pod uwagę to, w jakim stanie zdarza mi się znajdować książki o różnych porach nocy (na podłodze, pod policzkiem, pod kotem, albo grzecznie w zdrętwiałych dłoniach) można powiedzieć, że powieść Rachel Hore spotkało prawdziwe wyróżnienie. W takim razie, mając wobec mnie dług wdzięczonści, nie powinna mnie zawieść, prawda?

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

World Book Night 2012–MAP

 

8757-v1-600x

Już odliczam dni do poniedziałku… Mam nadzieję, że w międzyczasie pojawi się bardziej szczegółowa mapa…

To będzie bardzo książkowy weekend. Smile Najpierw dwa dni (sobota i niedziela) szaleństwa na wyprzedaży bibliotecznej w Media. Potem, w poniedziałek wieczorem, World Book Night (pierwszy raz w USA).

piątek, 6 kwietnia 2012

Wiosenny spacer

Korzystając z dnia wolnego od pracy i innych, niespecjalnie kuszących obowiązków postanowiłam wybrać się na spacer po mojej dzielnicy. Sąsiadów, zarówno bliższych, jak i dalszych zazwyczaj podglądam wieczorami podczas biegania, więc tym razem miałam okazję obejrzeć sobie otoczenie w blasku wiosennego słońca. Wiosna to moja ulubiona pora roku – mówię to z całą świadomością tego, jak mało oryginalna jestem w tym temacie. Trudno.

Na szczęście w tym roku wiosna zaczęła się wcześnie, co znaczy, że potrwa dłużej. Ostatnimi laty pora ta występowała w formie streszczonej i bardzo deszczowej w maju, by szybko ustapić miejsca letnim upałom już w czerwcu.

IMG_9840  IMG_9842 copy

Drexel Hill jest moim zdaniem jedną z ładniejszych dzielnic w hrabstwie. Domy są starsze, ale za to porządnie zbudowane, często z kamienia i w przeciwieństwie do brzydkich nowych osiedli, każdy dom jest inny, jedyny w swoim rodzaju.

IMG_9828

IMG_9831

Jest tu też dużo zieleni, a także piękne wysokie drzewa – niespotykane na nowych i co tu dużo mówić, prawie całkowicie łysych nowych osiedlach. Nie mamy co prawda stad jeleni podgryzających nam ekologiczną paprykę z domowych ogródków, ale całkiem sporą populację królików, których nocne życie najlepiej obserwować latem. 

O tej porze roku najbardziej wyróżniają się magnolie – z różowymi najczęściej kwiatami przypominającymi tulipany. Niektóre ich odmiany kwitną jeszcze raz późnym latem.

IMG_9829 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W zasadzie nie licząc kilku płaczących (i nie owocujących) wiśni, nie ma tutaj zupełnie drzew owocowych, które tak niebiańsko pachną w majowe wieczory w Polsce. Nie ma też bzu i jaśminu. Może dlatego wiosna tutaj niestety w ogóle nie pachnie. Aż trudno uwierzyć, że wcześniej tego nie zauważyłam. Jest za to pewne drzewo, które kwitnie przepięknie, bo na fioletowo. W moim prywatnym kalendarzu jest to wydarzenie, na które czekam każdego roku. Smile

IMG_9832  IMG_9836

Od czasu pewnego letniego wieczoru w tamtym roku, kiedy to udało mi się wypatrzeć w jednym z domów z wieżyczką lśniący fortepian, ulica przy której znajduje się owa rezydencja zawsze jest najdalszym punktem moich tras spacerowych. Nigdy nie słyszałam muzyki, ale zawsze coś mnie do tamtego miejsca irracjonalnie przyciąga…

IMG_9846  IMG_9834

Dzisiaj natomiast udało mi się wypatrzeć motyw książkowy. Co prawda niebezpiecznie niedaleko mu do rasowego krasnala ogrodowego, ale mimo wszystko nie potrafiłam się oprzeć… Smile

IMG_9835

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec drzewo, które bez względu na porę roku, zawsze ma czerwone liście. Bardzo ładnie się ono komponuje z soczyśnie niebieskim niebem.

IMG_9845  IMG_9844

poniedziałek, 12 marca 2012

Latte

Do książki - jak wiadomo - najlepsza jest kawa (lub herbata).
Chociaż ja zazwyczaj pijam herbatę, dzisiaj - z uwagi na ciężkie niewyspanie - wybieram latte (najlepiej na mleku sojowym - mniam!)


Zdjęcie z Mistrzostw Świata w Parzeniu Latte (źródło: GW)

środa, 4 stycznia 2012

Po przerwie

Aż strach zaglądać na tego mojego bloga! Ostatni znak życia datowany na koniec października! Pomyśleć można by było, że nie wysadziłam nosa z książek, a prawda jest taka, że przez ostatnie półtora miesiąca nie miałam na nic czasu. Chwała Bogu, że już po Świętach! No dobrze…przyznaję się, że udało mi się znaleźć chwilę, by wrzucić coś na Badynerię, ale projekt ten w połączeniu z moją współpracą z portalem CameralMusic pochłania mnie i inspiruje ostatnio dużo bardziej. Może dlatego, że książkowych blogów, opinii, recenzji jest w sieci całe mnóstwo? O muzyce natomiast, mimo tego, że jest ona przecież dużo mniej intymną rozrywką niż czytanie, pisze się zadziwiająco mało. Albo też ja nie umiem szukać i w takim wypadku uprzejmie proszę o oświecenie.

Przeczytałam ostatnio, że muzyka jest jednym z najbardziej uniwersalnych języków, zgadzam się z tym, ale jednocześnie zastanawiam się dlaczego tak mało się nią dzielimy, tak mało o niej rozmawiamy. Uporczywie walczę z mitem muzyki klasycznej jako tworu dla wybranych. Zresztą nie tylko klasyczna muzyka odrzucana jest w coraz ciemniejszy kąt, wypierana przez to, co podoba się wszystkim, a jednocześnie nie rusza nikogo. Oszczędzę jednak moim cierpliwym czytelnikom rozwinięcia tej myśli, żeby po prostu się nie powtarzać.
Wracając jednak do książek (żeby nie wyszło, że niechcący przeskoczyłam tematycznie z jednego bloga na drugi) to musze przyznać, że miniony rok uważam za udany. Udało mi się sprostać wyzwaniu z Good Reads i chociaż oczywiście mam ochotę na co najmniej dwa razy tyle książek, to jednak mam świadomość, że ilość i tempo wynikają z mojego stylu życia i stylu czytania. Nie zamierzam się z nikim ścigać, tym bardziej z samą sobą i dlatego mój plan na 2012 rok będzie taki sam.

Grudniowo-styczniowy przełom to także czas na podsumowania. W tym roku, w przeciwieństwie do lat poprzednich z jakiegoś powodu wolę zamiast tego patrzeć w przyszłość i planować. Dlatego też miałam nie robić podsumowania czytelniczego, ale jedna z moich “fanek” (tak, to o Tobie, Motywatorko!) nie pozostawiła mi wielkiego wyboru…. Smile

Zestawienie pojawi się niedługo.

czwartek, 20 października 2011

Football’owa Refleksja

Amerykański sezon sportowy na bieganie za piłką w pełni, a ja w swej aspołecznej i zapewne niepoprawnej politycznie ignorancji w myślach cytuję prof. Chomsky’ego:
Jest oczywistym to, że profesjonalny sport, taki sport, w którym nie bierzemy bezpośredniego udziału, odgrywa w społeczeństwie istotną rolę (…) Bez wątpienia przyciąga on ogromną uwagę (…).
Polityka jest jedną z tych rzeczy w życiu społecznym, w którą możemy zaangażować się wykorzystując naszą inteligencję. Ludzie nie traktują jednak swojego udziału w niej poważnie. A skoro tak, to szukają innych dziedzin, w które mogliby włożyć energię i którymi mogliby zając myśli. Jedną z tych rzeczy jest sport. Na naszą rzeczywistość składają sie: mało interesująca praca, brak jakiegokolwiek kreatywnego zajęcia pod ręką, kiczowata kultura, której jesteśmy biernymi obserwatorami, i wreszcie życie polityczno-społeczne, które jest poza naszym zasięgiem, bo należy do bogatych. Cóż więc pozostaje? No więc tym, co nam pozostaje jest sport, któremu poswiecamy wiele uwagi, inteligencji i pewności siebie. Myśle, że ogólnie rzecz biorąc do tego właśnie sprowadza się jego najważniejsza funkcja społeczna. Co oczywiście tłumaczy powód dla którego pewne dyscypliny sportowe w tak wielkim stopniu wspierane są przez najbardziej wpływowe instytucje. (…)
football-fans_(1)
Sporty mają jeszcze inną , użyteczną funkcję. Są one wspaniałym sposobem na wyhodowanie szowinizmu. Pielęgnowana od wczesnych lat irracjonalna wierność drużynom sportowym sprzyja wykształceniu szowinistycznych postaw, które potem z łatwością przenoszą się na inne sfery (…). Dlaczego ma nas ekscytować to, że nasza drużyna piłkarska wygrywa i z jakiej racji płaczemy nad jej porażką? (…) To irracjonalne przywiązanie do nie mającej większego znaczenia zbiorowości, jest niczym innym jak treningiem subordynacji względem władzy i treningiem szowinizmu. Podziwiamy tych nowoczesnych gladiatorów za to, że potrafią robić rzeczy, których zwyczajny śmiertelnik zrobić nie jest w stanie, (…) co nie przeszkadza nam traktować tego, mimo wszystko, jako wzoru do naśladowania. Do tego jeszcze gladiatorzy Ci walczą w naszym imieniu, dlatego też należy im się z naszej strony słuszny doping. (…) A tak naprawde to jest to nic innego jak: irracjonalna rywalizacja, irracjonalna lojalność w stosunku do systemów władzy i bierne przyzwolenie na raczej marne wartości. Właściwie trudno sobie wyobrazić, że coś mogłoby bardziej przyłożyć się do autorytatywnych postaw, angażując w to jednocześnie ludzką inteligencję i odciągając uwagę od innych rzeczy.
images
Spoglądając na całość tego fenomenu, trudno oprzeć się wrażeniu, że gra on istotną społeczną rolę (…) jest on częścią całego system indoktrynacji i propagandy, i jako taki warty jest bliższej analizy.
 
chomsky21 Źródło:

  “Understanding power. The Indispensable Chomsky”,

    Edited by Peter R. Mitchell and John Schoeffel,

    New York, 2002, str. 98-100.

wtorek, 20 września 2011

World Book Night (Światowa Noc Książki) - 2012

Coż za miła wiadomość! World Book Night - wydarzenie które obserwowałam wiosną tego roku w Anglii, zainicjowane zostanie także na kontynencie amerykańskim. I to już za parę miesięcy - 23 kwietnia 2012 toku. Będzie więc na co czekać w długie i markotne zimowe popołudnia (oprócz wiosny jako takiej, oczywiście). Wydawców zachęciło zapewne to, że w wyniku akcji sprzedaż książek, które uczestniczyły w WBN wzrosła o 60%. Organizatorzy już uzyskali wsparcie ze strony czołowych graczy, takich jak Barnes & Noble i Ingram. Planowany milion książek ma być rozdany przez 40,000 ochotników w kilku różnych miastach. Domyślam się, że Nowy Jork jest na czele tej listy, ale też mam nadzieje, że znajdzie się też miejsce dla Filadelfii...
Wkrótce ma się ukazać lista 100 książek, z których w listopadzie wybranych zostanie 25 tytułów.
Organizatorzy mają świadomość tego, że rozdanie miliona książek w jeden dzień to nie lada wyzwanie, ale też liczą na wsparcie mediów. A wszystko to w nadzieji, że akcja zmieni podejście do książek jako przedmiotów przestarzałych, niemodnych, które przecież jakby nie było są niezaprzeczalną częścią naszego fundamentu kulturowego.

środa, 17 sierpnia 2011

Co stanie się z książką?

Koniec z moimi niewinnymi wycieczkami do księgarni na przerwie lunchowej! Koniec ze zniżkami 30-40 procentowymi... Borders - jedna z dwóch największych sieci księgarni w Stanach zamyka swoje drzwi na dobre. Nie wiadomo co najbardziej przyczyniło się do upadku 40-letniej firmy: kryzys ekonomiczny, fatalne zarządzanie, czy konkurencja księgarń internetowych. Wiadomo jednak, że nie jest to najlepsza wiadomość dla zwolenników książki drukowanej. Duże sieci przez wiele lat dominowały rynek czytelniczy, tak samo jak supermarkety wykończyły większość małych, prywatnych sklepów spożywczych. I teraz kiedy z krajobrazu znikną setki księgarń Borders, powstanie zauważalna pustka. Mowi się, że nie wszystkich opuszczonych klinetów uda się przygarnąć konkurencji: sieci Barnes & Nobles, czy internetowemu Amazon. Co więc z nimi się stanie? Może po prostu będą czytać mniej, bo trudniej bedzie wpaść do księgarni o tak, przy okazji?

Wiadomość o zamknięciu Borders zasmuciła mnie bardzo mimo tego, że wcale nie popieram wielkich korporacji. Bo raczej wątpliwa jest wizja powstania na miejsce Borders małych, prywatnie zarządzanych księgarni. Zostaną oczywiście antykwariaty, ale ich atmosfera nie do wszystkich przemawia. Księgarnie Borders były bowiem nie tylko sklepami z książkami, przy wielu z nich działały kluby ksiażki i kąciki dla dzieci, a kawiarnie przyciągały ludzi, przez co jakby nie patrzeć, namawiały do obcowania z książką. To własnie te wielkie księgarnie przejęły pałeczkę od dawnych czytelni i bibliotek, będąc miejscem gdzie miłośnicy czytania, nawet całkowicie sobie obcy, mogą się spotkać by wspólnie powdychać książkowy kurz.

Jaka więc wizja nas czeka? Kiedy na rynek zaczeły wchodzić jeden po drugim elektroniczne tablety, potraktowałam tą nowość bez większej obawy, sądząc, że zawsze będzie wystarczająco wielu zwolenników tradycyjnej książki papierowej. Teraz zaczynam wierzyć, że istnienie książki drukowanej może być jednak zagrożone. Czy tak jak tygrysy musi być ona objęta programem zapobiegającym jej całkowitemu wyginięciu? A może książka papierowa awansuje do statusu produktu luksusowego? Wiele wzkazuje na to, że książki elektroniczne w dużej mierze wyprą te tradycyjne. Wiadomo przecież, że książka, którą można sobie sciągnąć przez internet jest czystym zyskiem w przeciwieństwie do zalegających na półkach, w magazynach i wydawnictwach książek drukowanych. Może kiedyś dojdzie do tego, że aby mieć papierową książkę trzeba będzie zamówić wydrukowanie jej na specjalne zamówienie. Pewnie sprytny marketing w kolorowej i atrakcyjnej formie uprzyjemni nam ten proces pozwalając wybrać rodzaj papieru, czcionki, ilość ilustracji. Oczywiście za odpowiednią opłatą.

Czy tylko ja nie chcę żeby książka stała się luskusem, tak jak w dawnych czasach, kiedy posiadanie biblioteki było przywilejem bogatych?
Poza tym żaden, nawet najbardziej wyszukany program internetowy nie zastąpi mi nieśpiesznych spacerów po księgarni. Po wiele książek nie sięgneła bym, gdyby ktoś odłożył je na miejsce, albo gdyby nie leżała mi tak dobrze w ręku.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Moje ulubione polowania

Okazuje się, że biblioteki otrzymują regularnie całkiem spore ilości używanych książek w postaci darowizny. Ludzie przeprowadzają się, ludzie umierają – pozostaje po tym dobytek, także w postaci książek. Problem polega na tym, że bibliotekom nie wolno tych książek wypożyczać, bo prawa autorskie nakazują im kupować książki po wyższej cenie, z racji tego, że udostępniane są publicznie. Dlatego dwa razy do roku, wiosną i jesienią, biblioteka w Media organizuje 3-dniową wyprzedaż darowanych książek, z której to dochód przeznaczany jest na uzupełnianie zbiorów bibliotecznych. Zasada jest prosta: pierwszego dnia książki są w różnych cenach – od 2 do 5 dolarów za sztukę, drugi dzień: wszystkie książki, niezależnie od rozmiaru kosztują 1 dolara, dnia trzeciego książki wynosi się w pięciodolarowych torbach. To, czego zupełnie się nie spodziewałam to bardzo ciekawy wybór. Wyprzedaż zorganizowana została w dwóch budynkach. Duża sala w pierwszym budynku pozwoliła na zgromadzenie książek dla dzieci, różnych albumów, książek o gotowaniu, muzyce, ogrodnictwie, sztuce, itd. Można było też poszperać w płytach winylowych i CD. W centralnej cześci sali ustawione były 3 długie stoły z literaturą w wydaniu kieszonkowym. Porządnie wydane książki były w budynku drugim, gdzie również można było znaleźć książki hisotryczne, psychologiczne, filozoficzne, podróżnicze, itd. Było troche tłoczno i nieprzyjemnie ciasno, ale opłaciło się. W sobotę przynieśliśmy do domu jedno pudło i dwie duże torby książek. A w niedzielę, w wyniku mojego samodzielnego polowania, wróciłam bogatsza o 11-tomową stertę. Chyba najbardziej dumna jestem z “upolowania” ponad stuletniej książki z utworami Mozarta, prawie pierwszego wydania (dodruk pierwszego wydania z 2006 roku) “The Night Watch” z autografem autorki, a także z podręcznika kreatywnego słuchania muzyki klasycznej, dzieki któremu z wielką przyjemnością przypomnę sobie zajęcia ze szkoły muzycznej.

A oto pełna lista:

Sobota 1

* Mark Haddon: “The Curious Incident of the Dog in the Night-Time” (Dziwny Przypadek Psa Nocna Porą) – książka ta znalazła się na liście marcowej World Book Night. Zaintrygował mnie pomysł chłopca, który postanawia rozwiązać zagadkę zabitego psa. Mały detektyw jest inteligentnym introwertykiem, który nie lubi koloru żółtego.

* Andrea Camilleri: “The Shape of Water” (Kształt Wody) – włoski kryminał osadzony w sycylijskiej scenerii. Zaskakująco apetyczny kąsek wypatrzony przez J.

* Lee Child: “Killing Floor” (Poziom Śmierci) – kolejna pozycja z listy World Book Night. Kryminał amerykański polecany w ojczyźnie Agathy Christie. Chociaż nie przepadam za amerykańskimi thillerami to w tym przypadku postanowiłam zaryzykować.

* Rebecca Wells: “Divine Secrets of the Ya-Ya Sisterhood” (Boskie Sekrety Siostrzanego Stowarzyszenia Ya-Ya) – książka, którą rozważałam w ramach jednego z wyzwań czytelniczych. Książka o kobietach, książka o przyjaciółkach. Wesoła i wzruszająca. Czyli coś lekkiego na ciężkie sierpniowe popołudnia.

* William Alexander: “The $64 Tomato” (Pomidor za 64 dolary) – zabawna relacja o przygodach związanych z uprawianiem ekologicznego ogrodu

* Kate Atkinson: “Case Histories”: (Historie Jednej Sprawy) – również z listy World Book Night. Detektyw Brodie odkrywa to, w jaki sposób trzy pozornie niezwiązane ze sobą historie splatają się.

* Khaled Hosseini: “A Thousand Splendid Suns” (Tysiąc Wspaniałych Słońc") – polecana powieść autora “Chłopca z Latawcem”

* Isasbel Allende: “Portrait in Sepia” (Portret w Sepi) – “Dom Duchów” zachwycił mnie i obiecałam sobie, że kiedyś na pewno wrócę do Allende. Brakuje mi jeszcze tomu pierwszego – “Córka Fortuny”.

sobota 2

* Peter Tompkins, Christopher Bird: “The Secret Life of Plants” (Sekretne Życie Roślin)

* Edwin J. Stringham: “Listening to Music Creatively” (Kreatywne słuchanie muzyki) – przewodnik po muzyce klasycznej. Wszechstronny i bardzo przyzwoity merytorycznie, ale niekonwencjonalny,  bo niechronologiczny. Każdy rozdział zajmuje się innym zagadnieniem muzycznym, podaje odpowiadające mu formy wyrazu muzycznego i przykłady. Szczegółowe opisanie utworów uczy bardziej świadomego słychania muzyki. 

* “Fundamentals of Musicianship: Book 1 and 2” (Podstawy Muzykoznawstwa) – starodawna (1937 i 1940 rok wydania ), ale bogato ilustrowana teoria muzyki. To niezwykłe, jak niedaleko jest zapisowi muzycznemu do matematyki…

mozart 1

I na koniec moja największa duma: Sonaty W. A. Mozarta. Nie jestem pewna roku wydania, ale na pewno nuty te mają conajmniej 117 lat, skoro dedykacja datowana jest na 19 lutego 1894 roku…

Mozart2

sobota, 16 kwietnia 2011

Książkowe rytuały

Kto kocha czytać, temu nie jest obce celebrowanie książki samej w sobie. Polujemy, kolekcjonujemy, wypożyczamy. W niemal magiczny sposób powiększamy przestrzeń w której mieszkamy, śpimy i jemy tak, żeby zmieścić wiecej i wiecej. Organizujemy półki w porządku alfabetycznym, lub zgodnie z naszym prywatnym, trochę zakręconym kodem. Wciąż wykradamy czas z prozaicznej rzeczywistości na przeczytanie paru stron, czy też dla tego jednego rozdziału. Na samym początku tej listy rytuałów jest zdobycie książki, na co – jak wiadomo - jest wiele ekscytujących sposobów. Oto one:

1) Kupowanie książki w księgarni komercyjnej
Wydawało by się, że jest to rozwiązanie najbardziej oczywiste, chociaż najdroższe i niekoniecznie skuteczne. Sprawdza się najlepiej, kiedy czekamy na kolejną powieść ulubionego autora, albo następną część sagi. Poza tym nowe książki, jak świeży chleb, kuszą zapachem.

2) Wypożyczanie z biblioteki
Sposób najtańszy, bo darmowy. Poza tym nie musimy sie zastanawiać gdzie upchniemy kolejny tom, skoro wypożyczona książka jest u nas gościem na krótko (a przynajmniej powinna być). Minusem bibliotek jest to, że często mają ograniczone zasoby, a do popularnych książek ustawiają się kolejki. A jak już się doczekamy, to trzeba wyrobić się z przeczytaniem w określonym czasie. Sam stres!
Już dużo bardziej lubię…

3) Pożyczanie książki od znajomej osoby
Takie książki czyta się zazwyczaj z polecenia – często wiemy czego możemy się spodziewać. Słuchamy z zaciekawieniem przed przeczytaniem, potem rozmawiamy i dzielimy się wrażeniemi. Bardzo przyjemny i towarzyski sposób.

4) Prezent
Podarowana książka może bardzo ucieszyć, ale też prawdziwie zaskoczyć. Zwłaszcza kiedy okazuje się, że samych siebie zaskoczyliśmy czytając coś, co pomimo wątpliwości okazało się całkiem ciekawe. Lubię dostawać książki pod choinkę - nie tylko ładnie wyglądają zapakowane w zgrabne paczuszki, ale też świetnie wpisują się w atmosferę świątecznego, zimowego wieczoru.

5) Kupowanie w księgarni internetowej
Przede wszystkim wygodne, relatywnie tanie i nadzwyczaj skuteczne. Nie musimy dostawać skurczu szyi przeszukując kolejne półki, często i tak nie znajdując tego, czego szukamy już od jakiegoś czasu. Wybór mamy wielki, można także przebierać w wydaniach. Chociaż za książkę (i wysyłkę) trzeba oczywiście zapłacić, nigdy nie mogę oprzeć się złudzeniu, że paczka, którą właśnie dostałam jest podarunkiem, albo niespodzianką.

6) Szperanie w antykwariacie
Na taką książkę trzeba sobie zapracować. Przeszukać rzędy ciasnych, zakurzonych półek, przerzucić sterty świeżo dostarczonych książek w jakimś pudełku w kącie, wspinać się po chwiejących drabinkach, by wreszcie wypatrzyć upragnioną książkę pod stertą innych na samym szczycie półki. I wysuwając ją delikatnie modlić się do bibliofilskich bogów, żeby ta napuchnięta opowieściami piramida nie runeła nam na głowę…  Taaak, wyprawa do antykwariatu może być prawdziwą przygodą. Pomijając bardzo apetyczne ceny książek, należy również wspomnieć o tym, że miejsca te często funkcjonują na krawędzi organizacji non profit; innymi słowy prowadzone są nie tyle dla zysku, co z pasji. Dlatego w antykwariacie można nie tylko zasięgnąć dobrej rady, ale też gaworząc radośnie o książkach z właścicielem, zapomieć na chwilę o żyjącym pod dyktando zegara świecie na zewnątrz.

7) Polowanie na wyprzedażach bibliotecznych
Czyli wersja antykwaryczna do kwadratu. Sposób, który właśnie odkryłam dzięki Keri, naszej uśmiechniętej przyjaciółce z Media i który opisuję szerzej w jutrzejszej odsłonie.
PS. Co ciekawe, o ile nie lubię czytać książek wypożyczanych z biblioteki, tak nie przeszkadzają mi książki z drugiej ręki. Może dlatego, że książki biblioteczne są jak tłum - anonimowe, w przeciwieństwie do książek spersonalizowanych dedykacjami i datami. Czasem nawet, pomiędzy kartkami można znaleźć starą pocztówkę, która służyła za zakładkę, albo jakieś notatki. Takie książki mają według mnie dwie historię: tą pierwszą - opowiedzianą przez autora, i kolejne – tworzone przez czytelników.

niedziela, 27 marca 2011

Sushi: Miso

Po kilku latach mojego romansowania z sushi (nie tak bardzo znowu oryginalnego) przyszla wreszcie pora na domową wersję rarytasów z surowej ryby. Żeby było weselej i mniej stresująco, zaprosiliśmy do pomocy znajomych, którzy mieli za sobą pewne w tym temacie doświadczenie. Zabawa okazała się przednia, humory dopisały, a zwijanie maki okazało się o wiele łatwiejsze, niż mi się wydawało. Chyba najtrudniejszym etapem całej imprezy były zakupy. Na szczęście sklep z produktami azjatyckimi mam bardzo niedaleko, tym bardziej, że okazało się, że musiałam tam spędzić dwa popoludnia, żeby znaleźć odpowiednie składniki. Sklep nie jest duży, ale większość artykułów ma opisy w różnych językach azjatyckich, których szczerze mówiąc nawet nie rozróżniam. Nie wystarczy wiedzieć, co to np. nori, trzeba jeszcze umieć rozpoznać to słowo w alfabecie japońskim. Dodam, że na obsługę raczej też nie można liczyć, bo większość z pracowników (oprócz pań przy kasach) to Meksykańczycy, którzy są owszem bardzo mile uśmiechnięci, ale niewiele więcej ode mnie wiedzą o dashi na przykład. Niemniej jednak wycieczka to takiego sklepu jest prawdziwą przygodą i teraz, jak już znam go prawie na pamięć będę tam zaglądać regularnie.
Ale wracając do sushi. W restauracjach zawsze zamawiam moje dwie ulubione przystawki: zupe miso i surówke z wodorostów. Dlatego i tym razem postanowiłam ich nie pominąć. Zupa miso jest fundamentalnym elementem codzinnej japońskiej diety. Tradycyjne japońskie śniadanie składa się z ryżu I właśnie zupy miso. Pasta miso, czyli główny składnik zupy, pojawia się też w wielu innych potrawach. I trudno się dziwić, skoro nie tylko dodaje im intensywnego smaku, lecz także podobno obniża ryzyko nowotworu piersi, a nawet łagodzi objawy choroby popromiennej. Produkowana ze sfermentowanego ryżu, pszenicy i (albo) soi, pasta miso jest bogata w tłuszcz Omega-3 i Omega-6, białko, witaminy i minerały. Do zupy najczęściej dodaje się najbardziej popularne białe miso. Jego głownymi składnikami są ryż i pszenica i jest ono łagodniejsze od czerwonego miso, które musi dojrzewać przez conajmniej rok. Drugim bardzo ważnym składnikiem zupy miso jest dashi, czyli japoński bulion z suszonych ryb. Najczęściej można go dostać w postaci proszku. Podobno można też użyć bulionu warzywnego, ale domyślam się, że efekt końcowy nie będzie aż tak smaczny. Dashi ma intensywny rybny aromat, który trudno wyczarować czymś innym. Mając miso i dashi już można przygotować podstawową wersję zupy, którą warto jednak urozmaicić takimi dodatkami jak: tofu, grzyby shitake, wodorosty wakame, ziemniaki, szczypior, kawałki ryby, czy krewetki.
A oto sprawdzony przeze mnie przepis:
Zupa Miso
Składniki:
4 szkl. wody, 1.5 łyżeczki dashi w proszku, 0.5 szkl. pasty miso, 4 grzyby shitake w plasterkach, 1-2 łyżki suszonych wodorostów (uprzednio namoczonych), 0.5-1 szkl. tofu, 2 łyżki pokrojonego drobno szczypiorku.
Przygotowanie:
Do gotującego wody dodać dashi, a następnie grzyby i namoczone, odcedzone wodorosty. Całość gotować na małym ogniu przez kilka minut (im dłużej gotuje się wodorosty, tym mniejszy zostawią one aromat). Następnie całość zdjąć z ognia i dodać pastę miso; dokładnie wymieszać (uwaga: pasty miso nie należy gotować, żeby się nie zważyła). Na koniec dodać pokrojone na małe kawałeczki tofu i szczypiorek. Jeśli chodzi o tofu, to większość przepisów sugeruje użycie miękkiego tofu, które kruszy się bardzo łatwo. Moim włąsnym sposobem na wszelkie tofu (także to twarde) jest osuszenie go ręcznikami papierowymi – wtedy kroi sie troche lepiej.

wtorek, 1 marca 2011

Czytamy razem, czytamy głośno

Marzec to okres zawieszenia. Zmęczeni zimnem i szaro-burą paletą barw, w pełnej gotowości czekamy na wiosnę, na ten cud odrodzenia, widowisko, które każdego roku zachwyca tak, jakby odbywało się po raz pierwszy.

W sercu jest więc już wiosna. Trochę na wyrost jednak, bo pogoda raczej nie nadąża za naszymi oczekiwaniami.

Ale marzec to nie tylko przedwiośnie i radość z wyraźnie dłuższych dni. Okazuje się, że początek miesiąca można śmiało ogłosić nieformalnym międzynarodowym tygodniem książki. A to za sprawą dwóch wydarzeń: Światowej Nocy Książki (World Book Night) odbywającej się 5 marca i Światowego Dnia Głośnego Czytania (World Read Aloud Day) – 9 marca.

wbnlogo1

Pomysł World Book Night narodził się podczas debaty w ramach Book Industry Conference odbywającej się w maju 2009 roku w Cambridgeshire (Anglia). Od tamtego momentu idea dojrzewała, zyskując po drodze coraz szersze poparcie ze strony wydawnictw i mediów. Dzisiaj, w przeddzień całego wydarzenia, milion książek czeka na rozdanie przez ochotników, którzy mieli do wyboru 25 tytułów. Na liście znalazły się między innymi: “Połówka Żółtego Słońca”, “Miłość w Czasach Zarazy”, “Złoty Kompas”, “Na Zachodzie Bez Zmian”, a także “Złodziejka” Sarah Waters (pełna lista tutaj). Bardzo żałuję, że nie mogę wziąć udziału w tej wspaniałej inicjatywie, chętnie podarowałabym komuś (najlepiej nieznanej osobie – co sugerują pomysłodawcy) jedną z książek i z taką samą przyjemnością dałabym się namówić na jedną z nieznanych mi powieści. Na pocieszenie postanowiłam uczcić całą ideę wybierając do przeczytania parę książek z listy:

  • “Case Histories” - Kate Atkinson
  • “Killing Floor” – Lee Child
  • “The Curious Incident of the Dog in the Night-Time”–Mark Haddon
  • “Cloud Atlas” – David Mitchell
  • “One Day” -  David Nicholls
  • “Dissolution” – C. J. Sansom

Z niecierpliwością też będę czekać na relację z tego ciekawego wydarzenia. 

Drugim wydarzeniem, o którym wspomniałam jest World Read Aloud Day, zaplanowany na 9 marca. Inicjatywa ta powstała na łonie nowojorskiej organizacji non-profit LitWorld, której głównym celem jest promowanie edukacji, jako czynnika niezbędnego do poprawienia sytuacji dzieci na całym świecie; zarówno w krajach Trzeciego Świata, jak i w mniej nieuprzywilejowanych cześciach USA. I tak, w następną środę, LitWorld zaprasza nas wszystkich do czytania na głos; nie tylko w czytelniach i szkołach, ale też kameralnie, w gronie rodziny, czy przyjaciół. Wszystko po to, by przypomnieć, że w naszym nowoczesnym świecie XXI wieku, nadal są setki tysiecy ludzi, którzy nie potrafią napisać swojego imienia. Dlatego nie jest to tylko hołd złożony książce i uleczającym właściwościom dobrej opowieści, ale także apel o szansę na lepszą przyszłość dla dzieci, zwłaszcza tych z ubogich rejonów świata.   

PS. Podczas, gdy 759 milionów ludzi na świecie nie czyta, bo nie potrafi (najwiekszy odsetek stanowią mieszkańcy Afryki, a 2/3 tej grupy stanowią kobiety), aż 56% Polaków nie czyta z wyboru. Chociaż przepaść pomiędzy nami  jest wielka (żeby to sobie uświadomić wystarczy zobaczyć tą szczerą radość afrykańskich dzieci, tyko z tego, że dano im szkołę), to dla nas wszystkich, bez różnicy lepsza edukacja oznacza lepsze jutro.

sobota, 8 stycznia 2011

Winter Walk

Here it is – my first walk in our new neighborhood since we moved in. And it happens to be a winter walk Smile on a perfect winter day: not too cold, maybe a little bit wet, but still magical. I’m trying to enjoy it fully, as it will not last long. Even if the snow doesn’t turn itself into ugly mush right away, there is still inconvenience. OK, I admit it – I’m not a winter person. But even me, in a days like that gets a little dreamy in the winter wonderland way…

Besides, I really like the look of old stone houses, they call them Tudors here. I’m so glad that I don’t live in one of these cardboard houses communities. It would give me that creepy Stepford Wifes feeling. Old houses have a character, charm and somehow they seem to rooted into the earth stronger. Like old trees. 

IMG_9403

IMG_9397

IMG_9396

IMG_9400

IMG_9399

środa, 15 września 2010

Google celebrates Agatha Christie

This morning Google celebrated the 120th anniversary of the birth of the queen of crime fiction with a doodle on its home page...
By the way Hercules Poirot is the only fictional character ever to receive a full-page obituary in the New York Times.

poniedziałek, 13 września 2010

Niereligijne małpy

Na poniższą recenzję "Najwspanialszego widowiska świata" Richarda Dawkinsa natknęłam się parę tygodni temu na internecie. Książka rzuciła mi się też w oczy w księgarni na "straganie" z bestsellerami, ale jako że książki popularnonaukowe czytam raczej nieregularnie i wybiórczo, a do teorii ewolucji specjalnie mnie przekonywać nie trzeba, to moje chwilowe zainteresowanie umarło śmiercią naturalną. Do czasu.

Poniższą recenzję przypomniałam sobie od razu zeszłą sobotę, kiedy to na niepozornej I-295 łączącej północno-wschodnie przedmieścia Filadelfii z pobliskim New Jersey, rzucił mi się z oczy pewien billboard. Pokaźnych rozmiarów reklama, o skromnej treści, posługując się raczej obrazkami, niż tekstem przekonywała dużymi literami do tzw. idei kreacjonalizmu. A raczej nabijała się z postawienia małpy w jednym rzędzie z homo sapiens. Bo przecież każdy wie, że Bóg stworzył świat w siedem dni, a Adam i Ewa - stworzeni na podobieństwo stworcy - powstali z powietrza, tak jak otaczająca ich rajska flora i fauna...
Wersja biblijna nigdy mi specjalnie nie przeszkadzała, bo przecież jej głębszego sensu trudno szukać w dosłownym rozumieniu tekstu. Zresztą każdy ma prawo wierzyć w to, co mu się podoba. 

Gorąco protestuję jednak przeciwko stawianiu przekonań religijnych na równi z dokonaniami nauki. Śmierdzi mi to bardzo fanatyzmem religijnym (i zwyczajną głupotą i niedouczeniem), tym bardziej wtedy, gdy postuluje się wprowadzenie tej pseudo-teorii do szkół. 
A skoro ja nie wtrącam się i nie kwestionuję czyjejś wiary tylko dlatego, że nie do końca ją rozumiem, albo się z nią nie zgadzam, to zabraniam komukolwiek narzucania mi religijnego postulatu pod pozorem równoprawnej teorii naukowej.


Świadectwa ewolucji.

„Barbarzyńcy stoją u bram”, jak pisał John Brockman we wstępie do książki Nauka a kreacjonizm. Trudno w to uwierzyć, ale prawie wszędzie na świecie z roku na rok zmniejsza się stopień akceptacji teorii ewolucji i coraz powszechniej daje się słyszeć głosy, że to „tylko teoria”. Świadomie lub nie (choć bardzo często z pełną premedytacją) ludzie mylą różne znaczenia słowa „teoria” i zapominają – lub nie chcą wiedzieć – że ewolucja jest teorią w takim samym znaczeniu jak teoria heliocentryczna czy teoria grawitacji. Ewolucja jest faktem. Takie niepokojące zjawiska obserwujemy nie tylko w państwach zacofanych i islamskich teokracjach, ale nawet w krajach najbardziej rozwiniętych i cywilizowanych. Tę niechlubną statystykę otwierają Stany Zjednoczone, gdzie dwie piąte mieszkańców pod wpływem indoktrynacji fundamentalistycznych kościołów uważa, że człowiek powstał „na obraz i podobieństwo…” dziesięć tysięcy lat temu, ale inne kraje, w tym również i Polska, niewiele im ustępują. U nas na pytanie „Czy człowiek powstał w obecnej postaci przed kilkoma tysiącami lat?” twierdząco odpowiada ponad jedna trzecia ankietowanych – to umieszcza Polskę na ostatnim miejscu w Europie. Co gorsza, prawie wszędzie przybywa ludzi, którzy nie chcą lub nie potrafią przyjąć do wiadomości, że życie ewoluowało na Ziemi od miliardów lat, a wspólny przodek człowieka i szympansa żył w Afryce parę milionów lat temu. Teorię ewolucji atakują państwa i Kościoły, papieże i kardynałowie, ajatollahowie i rabini. Sprzymierza się przeciw niej fundamentalistyczna prawica z radykalną lewicą… W imię źle pojmowanej wolności słowa i przekonań (a czasem, co zakrawa na jeszcze większą ironię, również w imię swobody badań naukowych) żąda się – w USA, Wielkiej Brytanii, w Rosji, ale także i w Polsce – wprowadzenia do szkół alternatywnych rzekomo „teorii” pochodzenia życia, z powszechnie promowaną koncepcją Inteligentnego Projektu na czele. W Polsce zresztą już za trzy lata takich kreacjonistycznych bzdur będzie można zgodnie z prawem nauczać w liceach!

Obowiązkiem człowieka myślącego jest opór wobec tej fali nowego obskurantyzmu, a mało kto potrafi jak Richard Dawkins, autor światowych bestsellerów, w tym słynnego Samolubnego genu i nie mniej głośnego Boga urojonego, wywiązać się z tego zobowiązania z niekwestionowaną intelektualną kompetencją i werwą oraz równym im literackim talentem.

Najwspanialsze widowisko świata to chyba pierwsza w literaturze popularnonaukowej próba zgromadzenia w jednej publikacji wszystkich – w tym momencie już nieodpartych – dowodów i świadectw potwierdzających, że ewolucja, choć nadal skrywa liczne tajemnice, jest na pewno czymś o wiele, wiele więcej niż „tylko teorią”. Cóż, ktoś, kto nie wierzy w teorię grawitacji, powinien wyskoczyć przez okno z X piętra, a kto nie wierzy w teorię ewolucji… powinien przeczytać najnowszą książkę Richarda Dawkinsa.

To wielka książka. Richard Dawkins łączy godną artysty fascynację światem ożywionym z naukowym spojrzeniem pozwalającym zrozumieć, jak nasz świat powstał.
Matt Ridley, autor Genomu i Czerwonej Królowej

„Jest to wzniosły zaiste pogląd”, pisał o ewolucji przed dwustu laty Karol Darwin. Mało kto o tej wzniosłości ewolucyjnej wizji świata potrafi pisać równie mądrze i z równym talentem jak jeden z najciekawszych obecnie spadkobierców Darwina, Richard Dawkins. To chyba jego najlepsza książka.

V.S. Ramachandran, dyrektor Center for Brain and Cognition, profesor Psychology Department and Neurosciences Program na University of California, San Diego

Mówienie o tej książce, że pisana jest dla obrony teorii ewolucji, jest wielkim nieporozumieniem. Najwspanialsze widowisko świata to raczej porywająca i wnikliwa prezentacja jednej z największych idei w dorobku ludzkiej myśli, a zarazem wszechobejmująca opowieść o siłach, które ukształtowały nasz świat, i o potędze nauki, która pozwala te siły zrozumieć.
Neil Shubin, autor Twojej wewnętrznej menażerii.


Recenzja pochodzi z www.dobreksiazki.pl

czwartek, 24 czerwca 2010

Powolne powroty do normalności

Już prawie miesiąc minął od naszej przeprowadzki do nowego domu. Powoli urządzam, powoli oswajam się z nowymi kątami, powoli moje życie wraca do normalności. To jeszcze jednak nie to. Jakoś mi jeszcze to nowe otoczenie uwiera, jeszcze troche czasu upłynie zanim poczuję się jak w domu.
W miedzyczasie staram się jak mogę wrocić do mojego normalnego rytmu: znaleźć czas na francuski, na siłownię, na ulubione letnie seriale, na bloga, ale przede na książki.
Tak mi żal tych ostatnich paru miesięcy, kiedy ogólny bałagan i brak czasu nie pozwolił mi na przeczytanie wiecej niż 2 książek! No ale coż... Z tym większą przyjemnością wracam do nich teraz. I to w jakim stylu! "Filary Ziemi" odkładałam już od dawna na specjalną okazję - cokolwiek by to nie oznaczało (?). Poza tym chyba troche martwiły mnie porównania do "Katedry w Barcelonie", którą czytało mi się dosyć ciężko. Nie dlatego, że to książka źle napisana, ale po prostu dlatego, że miejscami bardzo mnie poruszała.
Przyznam, że "Filary" osadzone są w bardzo podobnej rzeczywistości, chociaż początek jest jakiś taki "łagodniejszy".
Trudno powiedzieć więcej, skoro dopiero co zaczęłam czytać, ale wiem jedno: książka wciąga bardzo. Gdzieś w internecie rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że "Filary" to książka dla cierpliwych. Ja mam zupełnie inne wrażenie. Może to moja miłość do powieści historycznych, a może książka jest po prostu świetna?
A ja z OGROMNĄ radością wracam do czytania :)

wtorek, 20 kwietnia 2010

You Really Got a Hold on Me

Mało znana piosenka Beatlesów w bardzo uroczym wykonaniu. Zooey Deschanel jest całkowitym przeciwnieństwem typowego produktu przemysłu rozrywkowego podszytego takim monstrami jak Disney. I dlatego słucha się jej z taką przyjemnością.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Ballada o dwóch narodach

Witaj, Polsko! Ileż lat marzyłem o tym spotkaniu...
I nieba niejasne światło, i kościołów starych świece
budzą pamięć dawnej krwi i wypływają twarze,
ręce, gesty, płaszcze, koronki maniszek...

Wiśniowiecki książę, siada w tatarskim siodle
i, wąsy pogładziwszy, w młode czoło całuje Mniszka.
Na przedzie pochód, i kłótnie, i niezgody - zapomniane,
panieńskich łez rycerze nie powstrzymają...
I leżą na śnieżnym polu po bitwie
pomieszani w nieładzie Tatarzy, chłopi i….. Panowie.

Witaj Polsko. Ileż lat
były mi natchnieniem
I Mickiewicza sonet, i melodie Chopena.

Pamiętasz tamten pieniący się Aj (francuskie wino) , kolory łódzkich zachodów słońca,
co je nalał w cygański kielich Aleksandr ręką wąską?
I słowa jedne i te same powtarzali brat za bratem,

Aleksander powiedział po polsku, a Adam powiedział po rosyjsku...
(Sam nie wiem, czyj jestem czy lubelski ja, czy kurski...
Niewolnik cara czy rycerz Rzeczypospolitej?) -
pisze między wierszami i łzami do Iwana śmiały Kurbski.
Czy tymi płaczami oblane są wszystkie polskie ziemie?

Witaj, Polsko! Ileż lat
Idziemy nawzajem do siebie
ileż krwi i zwycięstw powtarza się po kolei!
Fernandzie Sorze, gitarę zostawiliśmy w Madrycie,
i w Paryżu, i w Smoleńsku muzyka przeszkadzała...
Wy pochód do Rosji pośpiesznie powtórzcie

Nawet Stendal przyszedł do Moskwy przez Warszawę
Do ziemi i gorzkiej, i przepięknej cicho przypadam
i całuję krew chłopców i krakowskich, i wiackich ,
i błagam los być może, pozwoli -
nie kopać ziemi, nie chować w niej serc żołnierskich.

Witaj, Polsko! Ileż lat marzyłem o tym spotkaniu...
I nieba niejasne światło, i kościołów starych świece.

 

sobota, 10 kwietnia 2010

I dymi mglą katyński las…

polandmourns_604_doomsday_604x341

… przeleciał ptak, przepływa obłok

upada liść, kiełkuje ślaz

i cisza jest na wysokościach

i dymi mgłą katyński las…

 

Zbigniew Herbert “Guziki”

poniedziałek, 22 marca 2010

Underwater

Dziś Światowy Dzień Wody.

Woda mnie uspokaja. Szum strumyka, muzyka wodospadu, pukanie kropli deszczu o szyby w taki poranek jak dzisiaj - jeden z tak wielu niechcianych poniedziałkowych poranków. Gdy jest mi źle - biorę długi prysznic, aby strumienie ciepłej wody zmyły troski. Chętnie leniuchuje też w obłokach piany w wannie, by poczuć się wyjątkowo kobieco. Woda równie dobrze wpisuje się w ciasne mieszkania, jak i wielkie przestrzenie. Powierzchnia oceanów odbija Niebo, jednocześnie skrywając podwodne, nieodkryte królestwa. Pod wodę uciekam, by schować się od hałasu i natręctwa ludzkich głośnych charakterów. Nie ma nic piekniejszego od światła rozszczepiającego się pod wodą. Uwielbiam nurkować prześlizgując się przez tą płynną jasność.

Woda wreszcie, a może przede wszystkim gasi pragnienie. Codziennie rano moja rozradowana porankiem kotka domaga się świeżej wody prosto z kranu. Spija ją z przyjemnością, a ja obserwując ją przypominam sobie, że woda jest najbardziej pierwotnym pierwiastkiem życia.

Free-Underwater-Screensaver_bf72